Cóż, ostatnio miałam lekkiego doła i napisałam dwa krótkie teksty o tym co czuję ↓ Maska Codziennie rano gdy wychodzę z domu zakładam kurtkę, buty i coś bez czego nigdy się nie ruszam. Maskę. Tak jest od 2,5 roku. Zakładam maskę żeby ludzie nie zobaczyli mojej prawdziwej twarzy. Z maską jestem kimś. Uśmiecham się, śmieję, żartuję. Mam przyjaciół. Mam z kim rozmawiać. Moje życie nie jest beznadziejne. Bez maski wychodzi na wierzch moje zmęczenie. Brak chęci do czegokolwiek. Nie mam z kim rozmawiać, nie mam wsparcia, boję się podejść. Gdy wracam do domu rodzina zdziera ze mnie maskę. Pokazuje, że jestem do niczego. Nie zwraca na mnie uwagi. Staram się to ignorować. Mówić sobie, że jestem silna. Szukam na siłę zajęcia, byleby nie siedzieć z nimi. Staram się ich unikać, nie patrzeć im w oczy. Odnoszę wrażenie, że jak to zrobię to mnie zniszczą. Odkryją kolejną wadę. Maska mi pomaga. Pomaga w życiu, w przetrwaniu tej gry. Ale nie mogę nosić jej wiecznie, bo w końcu zac...